Ucieczka – cz.1

Mówili że ucieczka nie wchodzi w grę. A może nie mieli racji? Teraz, kiedy mroźne zimowe powietrze rozdarł ryk alarmu nie miało to już żadnego znaczenia – bo zakończenie mogło być tylko jedno. Dlaczego zatem nie zawrócił?

Ciemny korytarz i walka po omacku o każdy kolejny krok w lepkiej mazi. Raz. Dwa. Trzy. Jeszcze tylko chwila walki. Wszystkie opowieści o światełku w tunelu to jakaś cholerna bzdura – kiedy zobaczył to światełko czuł się bardziej żywy niż kiedykolwiek wcześniej. Może to za sprawą zardzewiałego gwoździa, który gdyby leżał 5 centymetrów w prawo lub lewo nie przebiłby mu stopy na wylot. Ale leżał dokładnie tam gdzie leżał. Być może to za sprawą nadziei, która powróciła wbrew wszelkim prawom logiki i zaczęła wiercić sobie drogę do jego świadomości. Byc może dzięki niej dotarł do końca tunelu o pół minuty krócej niż pierwotnie planował – w 4 minuty i 30 sekund. Teraz wystarczyło tylko mocno pchnąć zardzewiałe od starości kraty i cieszyć się wolnością.

Pierwsze kroki po świeżym miękim śniegu były jak spacer po perskim dywanie za piędziesiąt średnich krajowych. Pomyślał sobie, że od teraz już zawsze będzie żył jakby była to ostatnia godzina jego życia. Cieszył się tą wizją jak dziecko. Jak wtedy kiedy dostał od rodziców na urodziny kolorowy samochód na pedały, którego zazdrościli mu wszyscy koledzy. Tak właśnie będzie.

Nagły błysk. Śnieg w ustach. Snieg i krew. Coraz więcej krwi. To niemożliwe. Przecież już uciekł. Już się wydostał. Kurczowo trzymał się tej myśli, tak jak olbrzymi rottweiler kurczowo zaciskał coraz mocniej szczęki na jego szyi. Raz. Dwa. Trzy. Chyba będzie musiał odłożyć swoje plany na później.

-Yippee ki-yay, motherfucker! – powiedział ten chudszy, kiedy dobiegli do niego zdyszani – a właściwie do jego nieruchomego ciała.

-Życie to dziwka – dodał ten drugi – prawie mu się udało.

-Chodź, nie pierdol – spóźnimy się na Pamiętniki z wakacji.

Submit a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *