Marian Prószyński. Pożegnanie.
Mój tata lubił sprzeczać się ze mną o zdjęcia. Znał się na wszystkim a na fotografii w szczególności (jego ojciec miał w PRL-u zakład fotograficzny i we wczesnym dzieciństwie uczył naprawiać radzieckie aparaty).
Ostatnie zdjęcie taty, na które nie chcę patrzeć, to jego but na ulicy. Kiedy w wypadku spadają buty, to człowiek idzie prosto do nieba.

Kiedy byłem młodszy, myślałem, że człowiek może przyjąć nieskończoną liczbę ciosów. Stracić rodzinę, mieszkanie, oszczędności życia i dalej się podnosić. Nadal myślę, że można, ale rozumiem, że jest granica po przekroczeniu której jest to bardzo trudne.
Pomimo tego, że tata dostał więcej ciosów niż szans, nadal próbował. Czasem nieporadnie, bo nie miał szczęścia urodzić się w kochającym, bezpiecznym domu. Rodzice oddali go do internatu. Mieli swoje życie a dzieci trochę przeszkadzały. Dlatego pewnie czuł, że świat jest zły. Dlatego myślał, że o wszystko trzeba walczyć.
Ostatnie lata były jednak pogodne. Zostawił po sobie 2 kochające córki i mnie, trójkę wnuków (co dalej, zobaczymy, czas pokaże:). Myślę że dawało mu to ukojenie, którego tak długo szukał. Mam wrażenie, że coraz częściej się uśmiechał.
Marian Prószyński żył 73 lata. Zginął na pasach dla pieszych w dniu 29.05.2025 r. w Warszawie.
„W życiu mamy odejścia, które smucą, które cieszą, które uczą” pisze ks. Jarosław Sobkowiak. To odejście napawa nas smutkiem tym większym, że wydarzyło się w chwili kiedy tata złapał wiatr w swoje małe żagle. To odejście uczy nas o ludziach, którzy muszą odejeść, żebyśmy w pełni docenili ich rolę w naszym życiu.
Nie mieliśmy szansy się pożegnać. W rozmowach łączyłeś zaskakujace i nieoczywiste fakty ze wszystkich dziedzin. Dlatego myślę, to połączenie Adama Ostrowskiego z Herbertem by Ci się spodobało. Do zobaczenia.
„Tato, nie martw się, dzisiaj rozumiem Twoje myśli z tamtych chwil
Cofnąłbym czas i stres, byś tylko mógł zobaczyć we mnie prawdy świt
ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo
